Wspomnienia nauczycieli

                                                                                                    

 

                                                                                              Wspomnienia p. Wandy Muranowicz


20 stycznia 1945r. zgromadzili się w Szkole nr 2 w Mogielnicy nauczyciele i młodzież. Sale były brudne i puste. Brak tablic i ławek, a o książkach ani mowy. Niemcy wszystkie książki zebrali i spalili, pozostawili tylko podręczniki do przyrody i ortografii. Po paru dniach zauważyłam u dziewczynki chleb zawinięty
w kartki z wierszami. Zapytałam skąd ma te kartki. Okazało się, że biblioteka w Jastrzębi Starej i w Wodzicznie była rozebrana przez ludność dworską 

i używana do owijania chleba oraz podpałki. Poszłam tego samego dnia po lekcjach do Jastrzębi, prosiłam ludność by złożyła pozostałe książki i odwiozła je do szkoły. Tak samo postąpiłam następnego dnia w Wodzicznie. Zebrało się tego 3 worki, ale jakie były to książki, bez początku albo bez końca, ale było trochę do czytania. Zaraz ogłosiliśmy dzieciom aby zebrały od sąsiadów niepotrzebne książki. W ciągu tygodnia zebrała się spora ilość. Pani Wanda Jarzębińska, właścicielka opieki ofiarowała starą szafę i parę książek. Biblioteką zajęła się była nauczycielka Pani Pajewska Helena. W 1949 roku przybył 

do Mogielnicy Dyrektor Liceum Pedagogicznego. Lucjan Rydzewski i postarał się w kuratorium o książki, ale były to w większości o treści pedagogicznej, 

a mało do języka polskiego. Młodzież zajęła się wypożyczaniem. W następnych latach dyr. L. Rydzewski zgromadził sporo książek i po zlikwidowaniu Liceum Pedagogicznego była bardzo pokaźna biblioteka

 

 

                                                                                            Wspomnienia p. Mariana Rzepki

 

Aby umożliwić starty w zawodach sportu kwalifikowanego, założono Uczniowski Klub Sportowy „Olimpijczyk”. Przynależność do klubu upoważniała 

do udziału w wyższej rangi turniejach. Występowali w imprezach rangi powiatowej, wojewódzkiej, makroregionalnej. W tym czasie byliśmy jedną 

z wiodących sekcji lekkoatletycznych, w byłym województwie radomskim.

 

Do wybitnych osiągnięć na skalę ogólnopolską należy zaliczyć wyniki chłopców ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Mogielnicy. Kamil Ciachorowski zajął VI miejsce w Małym Memoriale Janusza Kusocińskiego w Łodzi, w skoku w dal z wynikiem 6,36 m w wieku 15 lat. Nasi zawodnicy zajęli I miejsce 

w wielobojowych, ukierunkowanych drużynowych mistrzostwach międzyregionalnych. W zawodach tych startowało 8 najlepszych regionów w Polsce. 

W skład drużyny wchodzili: Kamil Ciachorowski – wielobój skocznościowy, Jarosław Byliniak – wielobój wytrzymałościowy, Rafał Nowakowski – wielobój szybkościowy, Marek Rzepka wielobój rzutowy (oszczep). Szereg wybitnych wyników sportowych, w następnych latach osiągnął Marek Rzepka.

 

W kategorii młodzików (14 – 15 lat) na Ogólnopolskich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej w 1994 roku, w Krakowie zdobył srebrny medal w rzucie oszczepem 

z wynikiem 52, 71 m, a także brązowy medal w biegu na 200 m przez płotki z wynikiem 26,83 sek. W latach 1995- 1999 Marek Rzepka corocznie występował w finałach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży zajmując miejsca w pierwszej ósemce najlepszych płotkarzy na dystansie 400 m. W 1996 roku osiągnął w 10-boju, w kategorii juniorów młodszych najlepszy wynik w Polsce – 6001 pkt. W 1999 zdobył wicemistrzostwo Polski, w 10-boju, w swojej kategorii wiekowej. W tej samej konkurencji, w 2000 roku, już jako student AZS AWF w Warszawie zdobył w Gdańsku złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski. W 2001 roku w Siedlcach Marek Rzepka zdobył brązowy medal Mistrzostw Polski Seniorów! Doskonałe wyniki w biegach sprinterskich osiągała Marta Radzimirska, mistrzyni w Światowych Igrzyskach Młodzieży Szkolnej, w biegu sztafetowym 4 x 400 m., w Płocku w 2003 roku. Była czołową zawodniczką województwa radomskiego, w biegu na 100 m (rekord życiowy 12,53 sek.) oraz w skoku w dal 5,27 m. Bardzo dobry wynik na 100 m p. 

pł. – 16,06 uzyskała w wieku 15 lat Anna Tkaczyk. 

 

Sekcja lekkoatletyki była doceniana w Polskim Związku Lekkiej Atletyki. Za osiągnięcia w pracy trenerskiej Marian Rzepka otrzymał brązową, srebrną 

i złotą odznakę zasłużonego szkoleniowca PZLA. Po zakończeniu wyczynowej kariery sportowej Marek Rzepka został Trenerem Kadry Narodowej wieloboistów (10 – bój). W punktacji czołowych trenerów PZLA uzyskał w 2011 roku III miejsce, w 2012 I miejsce i w 2013 roku ponownie III miejsce.

 

Syn Mariana Rzepki i uczeń PSP nr 2 w Mogielnicy, trenował lekkoatletykę i osiągał wysokie noty w kategoriach: rzut oszczepem i biegi sprinterskie. Marek Rzepka – bo o nim mowa – będąc siódmoklasistą wystartował w Mistrzostwach Polski w kategorii młodzików. W Mistrzostwach Polski startował dwa razy. Pierwszy raz w Łodzi, a drugi raz w Krakowie.


W Mistrzostwach Polski w Krakowie w rzucie oszczepem zajął II miejsce (58 metrów i 60 cm), a w biegu na 200 metrów przez płotki zajął I miejsce 

(26,86 s). Poza tym Marek Rzepka zajmował wysokie lokaty w innych wydarzeniach sportowych. 

 

Oto niektóre z nich:

I miejsce w Mistrzostwach Okręgu Kieleckiego w biegach 400 m przez płotki z wynikiem 60,43 s (1995 rok);

I miejsce w Mistrzostwach Okręgu Kieleckiego 10-boju, zdobył 6001 punktów (1996 rok);
I miejsce w finałach Makroregionu Kielecko-Lubelskiego: Makroregionalne Mistrzostwa Młodzików – rzut oszczepem – 44,96 m (1993 rok);
II miejsce w Rzucie Oszczepem w XIX Ogólnopolskich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej (1994 rok);
III miejsce w biegu na 200 m przez płotki w XIX Ogólnopolskich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej (1994 rok);
I miejsce w Mistrzostwach Makroregionu Środkowo-Wschodniego juniorów młodszych
w lekkoatletyce, konkurencja rzut oszczepem junior młodszy 51,10 m (1996 rok);
III miejsce I miejsce w Mistrzostwach Makroregionu Środkowo-Wschodniego juniorów młodszych w lekkoatletyce, konkurencja 110 m przez płotki, junior młodszy 15,80 (1996 rok);
III miejsce I miejsce w Mistrzostwach Makroregionu Środkowo-Wschodniego juniorów młodszych w lekkoatletyce, konkurencja 400 m przez płotki junior młodszy 56,28. (1996 rok);
I miejsce w Mistrzostwach Makroregionu Kieleckiego, 10-bój, 6280 pkt (1998 rok);

 

 

 

                                                                                              Wspomnienia p. Haliny Wrzosek

 

 

W 1966 roku powstała Szkoła Przysposobienia Rolniczego (później widniejąca pod nazwą Zasadnicza Szkoła Rolnicza). Do Szkoły Przysposobienia Rolniczego uczęszczała młodzież w wieku od 14 do 20 lat. Szkoła ta mieściła się w budynku naszego PSP nr 2. Do Zasadniczej Szkoły Rolniczej uczęszczała młodzież z Mogielnicy i okolic. Wówczas funkcję dyrektora szkoły pełnił p. Józef Lewandowski. Potem dyrektorem był p. Ryszard Dębski, p. Lucjan Niedbałko i p. Tamara Jakóbowska. Zasadnicza Szkoła Rolnicza była pod patronatem Ministerstwa Rolnictwa. 1 września 1982 r szkoła przeszła 

pod dyrekcję Zespołu Szkół Ogrodniczych w Nowej Wsi (gmina Warka). Nauka w Zasadniczej Szkole Rolniczej opierała się o przedmioty ogólnokształcące m.in. j.polski, matematyka, historia, biologia, chemia, wychowanie fizyczne i przedmioty zawodowe tj. uprawa roślin, chów zwierząt, ochrona roślin 

i zwierząt, mechanizacja. Uczniowie odbywali również dwutygodniowe lub miesięczne praktyki, które odbywały się w różnych zakładach produkcyjnych związanych z rolnictwem m.in. w Zakładzie w Dańkowie (gmina Mogielnica), w Zespole Szkół Mechanicznych w Jasieńcu, w Zespole Szkół Ogrodniczych 

w Nowej Wsi, w Szkole Gospodarstwa Wiejskiego na Brudnie w Warszawie. W Zasadniczej Szkole Rolniczej pracowali nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących oraz przedmiotów zawodowych. Nauczycielami przedmiotów zawodowych byli: Zbigniew Wrzosek, Halina Wrzosek (pracowała 

w Szkole Rolniczej przez 12 lat), Halina Gardzińska, Zdzisław Gardziński, Czesław Rzępała, p.Konopko. Nauczyciele uczęszczali na różne kursy m.in.: Kurs Mechanizacji rolnictwa i ogrodnictwa dla nauczycieli SPR, mającym miejsce we Wrocławiu, Kurs Obsługi eksploatacji agregatorów rolnictwa, organizowane w Technikum Rolniczym w Brwinowie.

 

Warto zaznaczyć, że młodzież Szkoły Rolniczej wraz z nauczycielami włożyli ogromny trud fizyczny i wykazali się niezmiernym zaangażowaniem podczas rozbudowy PSP nr 2, które miało miejsce w latach 70-tych. Młodzież wraz z nauczycielami brała czynny udział w przygotowaniach terenu i sprzątaniu terenu podczas rozbudowy szkoły (przede wszystkim podczas budowy Domu Nauczyciela i sali gimnastycznej).

 

 

                                                                                               Wspomnienia p. Krystyny Zajdlewicz

 

Kiedy w 1975 roku weszła w życie reforma podziału administracyjnego – utworzenia 49 województw, Mogielnicę przypisano do województwa radomskiego. Wtedy też powołano Hufiec Związku Harcerstwa Polskiego w Mogielnicy. Pierwszą siedzibą była sala nr 4. Komendantem hufca była druhna Barbara Barska. Coraz więcej uczniów szkoły należało do Związku Harcerstwa Polskiego. W następnych latach komendantem hufca była druhna Teresa Niedbałko (żona dyrektora Zbiorczej Szkoły Gminnej), siedzibą hufca była sala nr 15. Na terenie szkoły funkcjonowało kilka drużyn zuchowych, kilka drużyn harcerskich. Harcerze brali udział w Nieobozowych  Akcjach Letnich i Zimowych .Organizacja zbiórek odbywała się na terenie szkoły, często z noclegami 

i biwakami nad Pilicą. Harcerze wyjeżdżali na obozy letnie nad morze i pojezierze. Ciekawą formą organizowaną dla zuchów były Festiwale Piosenki Zuchowej i Kramiki (dzięki talentowi artystycznemu druhny Ireny Kołdry zuchy wygrywały te festiwale na szczeblu chorągwi). Harcerze brali udział 

w Turniejach Wiedzy Obywatelskiej, gdzie odnosili również sukcesy. Odbywały się Turnieje Wiedzy Obronnej organizowane na terenie Jednostki Wojskowej 1540 w Nowym Mieście, Turnieje Wiedzy Pożarniczej pod kierunkiem miejscowych strażaków harcerze praktycznie szkolili się z użyciem sprzętu przeciwpożarowego.

 

W 1985 roku drużynowi ze szkoły i harcerze pod egidą pani dyrektor szkoły Teresy Jakóbowskiej wyremontowali w czynie społecznym harcówkę 

na Belwederze – budynek po byłym domu dziecka. Od tej pory siedzibą hufca a jednocześnie harcówką był ten obiekt. Każdy rok szkolny kończył się 

dla harcerzy wyjazdem na obozy letnie.

 

 

                                                                                                      Wspomnienia p. Ireny Kołdry

 

Wszystko zaczęło się od wojewódzkiego konkursu „Młodością silni”. Postanowiliśmy, że przygotujemy naszych uczniów i zawalczymy o wygraną. W takich okolicznościach powstał Dziecięcy Kramik Artystyczny. Był rok 1979, kiedy to nasz nowopowstały kramik, wystawił pierwsze muzyczne przedstawienie. Niektórzy, nasze występy nazywali musicalami. Ja zajmowałam się scenariuszem, strojami i dekoracjami. Mój mąż Jerzy komponował muzykę i grał 

na pianinie. W naszych przedstawieniach występowali bohaterowie z różnych znanych bajek, miksowaliśmy różne bajki nadając im zawsze jasne przesłanie. W naszym pierwszym występie w rolę muchomora wcielił się Artur Niedbałko, rolę królewny zagrała Dorota Kandalska. Wystąpili również: Agnieszka Gnatowska, Małgosia Katus (obecnie nauczycielka w Borowem).

 

W 1980 roku nasz Dziecięcy Artystyczny Kramik po raz pierwszy pokazał się szerszej publiczności. Zadebiutowaliśmy na scenie Wiosny Mogielnickiej musicalem o tytule „Dzieci całego świata”. W rolę Janka Polaka wcielił się Jacek Jasiorowski. Japonką była – Dorotka Kandalska. W bajce tej pojawiły 

się również postacie krasnoludków. W tych czasach bardzo ciężko było zdobyć materiały na stroje. Nie było mowy oczywiście o zakupie gotowych strojów. I tak stroje krasnoludków uszyliśmy ze starych transparentów pierwszomajowych, natomiast wykończenie spodenek wykonane było z moich starych firanek. Stroje były szyte przez rodziców. Każdy szukał w domu niepotrzebnych materiałów, po części uszkodzonych i dlatego nieużywanych, z których tworzyliśmy cudne przebrania i elementy dekoracji. Nasza kreatywność nie miała granic.

 

W 1981 roku zdecydowaliśmy jeszcze raz spróbować swoich sił w wojewódzkim konkursie „Młodością silni”. Stworzyliśmy przedstawienie „Na jagody”. Zdobyliśmy laur konkursu „Młodością silni”. Występowaliśmy na Finałowym Koncercie Laureatów w radomskim teatrze. Największe brawa podczas koncertu finałowego zebrał Jacek Jakubowski, który w rytmie mazura jako zajączek odtańczył solówkę.

 

W 1985 roku nasz kramik wystawił przedstawienie „Z wizytą u Baby Jagi”. Gośćmi Baby Jagi byli: Jaś i Małgosia, Czerwony Kapturek, Wilk, Sierotka Marysia, Trzej Muszkieterowie i Dartanian oraz Don Kichot, który walczył z wiatrakami. Tu świetnie spisali się chłopcy z klas V: Czarek Jarecki, Albert Łagoda, Paweł Ptasiński, Mariusz Prykiel, Marcin Pawlak i Marcin Kołdra. To były głosy! Śpiewali jak słowiki. Dziś ci chłopcy to pięćdziesięcioletni panowie. Oczywiście Baba Jaga okazała się bardzo sympatyczną starszą panią kochającą dzieci.

 

Kolejny występ (1986 rok) trudno mi zatytułować… Murzyni, ufoludki, Jacek Placek, Pipi… statek kosmiczny lądujący na scenie. Dużo się działo. Publiczność Wiosny Mogielnickiej zawsze przyjmowała nas życzliwie i mieliśmy swoich „fanów”, którzy wyczekiwali naszych kolejnych występów.

 

W 1988 roku wystawiliśmy kolejny musical „Mały Książe”. Mały Książe szukający swojej Róży. Jedną z Różyczek była ówczesna uczennica, obecna nauczycielka Ilona Wilewska. Najmłodsze „różyczki” to pięcioletnia Julka Cieślak i sześcioletnia Gosia Kołdra. Tata Ilony Wilewskiej zorganizował kamerę 

i pierwszy raz cały występ został zarejestrowany na kasecie VHS. Mama Ilony zorganizowała natomiast dla wszystkich występujących Różyczek czeszki (białe wsuwane buty). Tak jak już wspominałam wcześniej, z każdej „zdobytej” rzeczy: butów, materiałów na stroje czy dekoracje bardzo się cieszyliśmy – nie było łatwo zdobyć takie „cudeńka”. Pamiętam również jak robiliśmy domki Smerfów z takich ogromnych gąbek… Efekt końcowy – możecie Państwo zobaczyć na załączonych zdjęciach.

 

1989 rok – wystawiliśmy „Calineczkę”. W przedstawieniu tym rolę tytułową grała Gosia Kołdra, a Arkadek Niedbałko był „Duszkiem Kwiatowym”. Obecna nauczycielka Anna Wolszakiewicz wcieliła się w rolę księżniczki, a córka anglistki Danuty Komorowskiej – Agata- została królem. Najlepszym momentem był taniec z miotłami i Babą Jagą., którą zagrała Sylwia Rdzanek.

 

W 1992 roku fabuła występu kręciła się wokół Smoka, któremu wciąż czegoś brakowało. Smoka próbowali pocieszyć: Królewna i Świniopas (Kasia Sobierańska i Adam Rdzanek), Janosik (Arek Niedbałko) i Arlekin (Michał Komorowski). W końcowym etapie występu pojawiła się sama Alexis z serialu „Dynastia”, która dała Smokowi ogromny smoczek do ssania i tym samym zakończyła nieustanne poszukiwania przez Smoka „tego czegoś”.

 

W 1993 roku wystawiliśmy kolejny kramik zatytułowany „Czyrliderki wybierają się na mecz”. Tu pojawiają się różne sposoby „dotarcia” na tytułowy mecz: pociągiem z krasnoludkami, piechotą ze skrzatem, w podskokach z żabami albo na rowerach. Chłopcy w rytmie walczyka wjechali na scenę na rowerach. To wzbudziło aplauz publiczności.

 

W roku 1995 wystawiamy na Wiośnie Mogielnickiej „Złotą Rybkę”. Pamiętam kiedy na świetlicy robiliśmy wielki statek jako jeden z elementów dekoracji. Kiedy skończyliśmy i chcieliśmy wynieść go ze świetlicy okazało się, że nie mieści się przez drzwi…. Musieliśmy rozłożyć gotowy już statek, wynieść elementy i ponownie zmontować. Teraz wydaje mi się to śmieszne, wtedy niekoniecznie. Pamiętam Rybkę jeżdżącą na wrotkach i uciekającą piratom, wiecznie zdenerwowanego kapitana rozbitego statku, którego zagrał Arek Ścisłowski. Serce publiczności skradła jednak ostatnia scena. Piraci przynieśli ogromny kufer, kiedy zaczynali go otwierać każdy spodziewał się złota, dukatów… A tu ze skrzyni wychodzi mała dziewczynka (Kinga Górecka) 

z czerwonym sercem w ręku. Czerwone serce symbolizowało miłość i dobro – ważniejsze od złota i dukatów.

 

W 1996 roku na Wiośnie Mogielnickiej wystawiliśmy ostatnie przedstawienie „Pan Twardowski”. Rolę Twardowskiego na kogucie zagrał Arek Ścisłowski. Grupa dzieci z kwiatami, symbolizowała dobro. Z drugiej strony świta Twardowskiego – diablice. Wśród diablic była Gosia Kołdra i obecna pani sekretarka szkoły p. Małgosia Cegiełkowska. „Dziewczynki diablice” same projektowały sobie i wykonywały stroje utrzymane oczywiście w kolorystyce czerni, były również elementy bordowe i czerwone, srebrne wielkie łańcuchy na szyjach. Wyglądały spektakularnie. Pamiętam również wspaniały występ uczennicy, która zagrała rolę Burzy (Marlena Omen). Wykazała się pełnym profesjonalizmem, idealnie oddała emocje i nastrój tamtej chwili. Na końcu Dzieci 

z kwiatami (symbolizujące dobro) skropiły diablice wodą święconą. W końcowej scenie dzieci wsiadły „na barana” diabłom. Kolejny raz dobro zwyciężyło zło.

 

Nowych występów już nie było, ale na 20-lecie Wiosny Mogielnickiej zrobiliśmy Mix naszych wszystkich przedstawień. W kulminacyjnym punkcie 

na scenie było około setki uczniów. Przedstawienie opowiada o dobrej Babie Jadze, która ma urodziny (kończy 120 lat). Przychodzą do niej różni goście, którymi były postacie występujące w moich wcześniejszych kramikach. W scenariuszu nawiązałam również do obchodów 20-lecia Wiosny Mogielnickiej. Bohaterowie mówią, że nie tylko Baba Jaga obchodzi dzisiaj swoje urodziny, również święto Wiosny Mogielnickiej kończy 20 lat. Musical ten ponownie 

był wystawiony na obchodach 70-lecia istnienia szkoły.

 

Podczas tych wszystkich lat pomagało mi wielu wspaniałych ludzi, przede wszystkim, p. Grażyna Cieślak, p. Krystyna Zajdlewicz (wtedy Włodarska), p.Teresa Tkaczyk. Ogromną pomocą i zaangażowaniem wykazali się również Rodzice moich małych aktorów, którzy szyli stroje, zdobywali materiały 

na dekoracje, pomagali w zorganizowaniu wszystkich występów.

 

To był piękny okres mojego życia, gdzie mogłam realizować swoje pomysły i dawać upust swojej kreatywności i energii.

 

 

 

                                                                                            Wspomnienia p. Barbary Jakubowskiej

 

Początki Dnia Ziemi są związane z osobą p. Krystyny Zajdlewicz (z domu Włodarska). Później tradycję tą kontynuowałam ja. Nasza szkoła od dawien dawna rozwijała świadomość ekologiczną uczniów i rodziców. Od ponad 20 lat czynnie uczestniczymy w obchodach Dnia Ziemi. Na początku były to coroczne wyjazdy do Warszawy na Pola Mokotowskie. Dzieci brały tam udział w warsztatach i konkursach przyrodniczych. W zamian za zużyte baterie otrzymywały sadzonki krzewów i drzew. Przywoziły przydatne i ciekawy gadżety do nauki biologii i przyrody. Od kilku lat w kwietniu podobny festyn odbywa 

się na terenie naszej szkoły. Ma on na celu propagowanie idei racjonalnego gospodarowania zasobami przyrody, rozwijanie wrażliwości na potrzeby środowiska i edukowanie społeczeństwa gminy i miasta Mogielnica. W organizację imprezy są zaangażowani wszyscy uczniowie wraz z Dyrekcją, Nauczycielami i Rodzicami. Festyn cieszy się dużą popularnością wśród dzieci, młodzieży i dorosłych mieszkańców naszej gminy. Obecnie organizacją Dnia Ziemi zajmuje się p. Edyta Łaski.

 

  

Wspomnienia uczniów

                                                                                                  

 

                                                                                                 Wspomnienia p. Marii Rzępały

 

Pani Maria Rzępała urodziła się w 1928 roku. Mieszkała na ulicy Krzyżowej. W tych czasach nie było przedszkola, więc babcia w najmłodszych latach uczyła się w domu. W 1933. roku babcia, idąc do pierwszej klasy, rozpoczęła naukę. Dzieci z tamtych rejonów Mogielnicy były przypisane do nowo wybudowanej szkoły- Szkoły Podstawowej nr. 2 im. I Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Z tego powodu rocznik małej Marysi w pierwszej klasie, musiał uczyć się 

w różnych miejscach, a nawet w domach nauczycieli. Warto wspomnieć też, iż klasy w tamtych latach liczyły nawet 30 osób!

 

W 1934 roku rozpoczęła naukę w naszej szkole, będąc jedną z pierwszych uczennic tej placówki. Jej wychowawcą został pan Marlikowski. Na poniższym obrazku widać innych nauczycieli uczących Marię. Interesowała się szyciem. Pierwszą nauczycielką szycia była p. Cukierówna. W 1943 roku wyjechała 

do wyższej szkoły do Warszawy by kształcić się w kierunku krawiectwa.

 

Wspomnienia spisał – prawnuk – Tymon Lewandowski.

 


Od lewej:

  1. Pan Szczeciński

  2. Franciszek Ścisłowski

  3. Franciszek Wilewski

  4. Pan Marlikowski (wychowawca)

  5. Pani Cygier

  6. Pan Mastalerz (kierownik szkoły)

  7. Ksiądz

  8. Józef Lewandowski

  9. Pan Janicki                                                                

Od lewej:

  1. Pan Marlikowski

  2. Pani Cukier

  3. Józef Lewandowski

  4. Pani Krugier

  5. Pan Gaworski

  6. Pan Mastalerz

  7. Ksiądz

  8. Pani Wnuczyńska

  9. Franciszek Ścisłowski

 

                                                                                         Wspomnienia p. Władysławy Witek

 

Pani Władysława Witek, urodzona 14 lutego 1926 r. była uczennicą naszej szkoły.

 

Wyposażenie nowej szkoły było ubogie. W klasach brakowało ławek i krzeseł, uczniowie siedzieli na podłodze „po turecku”, bądź przynosili swoje „zydelki”. Pani Władysława pamięta dzień śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego, w maju 1935 roku. Na jego cześć uczniowie śpiewali pieśń, której słowa 

i melodię p. Władysława pamięta do dnia dzisiejszego. Śpiewała ją swoim dzieciom, potem wnukom, teraz nam.

 

To nie prawda, że ciebie już nie ma.
To nie prawda, że jesteś już w grobie.
Chociaż płacze dziś cała polska ziemia.
Cała polska ziemia w żałobie. Już byłeś dla nas posągiem ze stali,
Byłeś dla nas sztandarem wspaniałym,
Ty coś Polskę obronił i ocalił
I wydźwignął na wieczny szczyt chwały.
Już usnąłeś po tych trudach nadludzkich.
Nie zwycięży dziś Ciebie ból żaden
Ukochany Marszałku Piłsudski,
My, żyjący Twoim pójdziem śladem”

 

Kiedy nieuchronnie zbliżała się wojna, w szkole została przeprowadzona zbiórka pieniędzy na Fundusz Obrony Przeciwlotniczej. Każdy z uczniów przynosił tyle pieniążków ile mógł i miał. Do wysłanych pieniędzy załączony był list napisany przez p. Władysławę do Marszałka Rydza – Śmigłego. Początek tego listu pamięta do dziś:

 

Drogi Wodzu!

Słyszeliśmy, że dzieci z całej Polski zbierają na Fundusz Obrony Przeciwlotniczej, obrony naszego ukochanego kraju. Tak i my, dzieci ze szkoły I Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego z Mogielnicy przesyłamy z trudem nazbierane pieniążki… (…)

 

Wojna 1939 roku przerwała naukę, p. Władysława edukację skończyła na VI klasie, po wojnie do szkoły nie uczęszczała.

 

Z nauczycieli wspomina p. Cukierównę – nauczycielkę robótek ręcznych. Wspomina, że nauczycielka profesjonalnie i bardzo szybko pokazywała 

jak wykonywać pracę i p. Władysławie było bardzo ciężko nadążyć za poszczególnymi etapami pracy. Jednak profesjonalizm p. Cukierówny przyniósł rezultaty, czego dowodem są załączone przykłady robótek wykonane przez p. Władysławę.

 

 

                                                                                                 Wspomnienia p. Konstantego Czerwińskiego

 

Mój pradziadek Konstanty Czerwiński ma 96 lat. Do Szkoły Podstawowej nr 2 w Mogielnicy uczęszczał od 1936 roku. Nauczanie trwało 7 lat. Kierownikiem (funkcja obecnego dyrektora) był pan Masztalerz. Wśród uczniów byli Polacy i Żydzi. Pradziadek uczył się pisania, czytania, liczenia i religii. W 1939 roku wybuchła II Wojna Światowa. Mimo to, nauka była kontynuowana jeszcze rok. W 1940 roku szkołę przejęło wojsko niemieckie, a nauka została przerwana. Nauka odbywała się potajemnie w prywatnych domach, lekcje odbywały się nieregularnie. Lekcje prowadzili nauczyciele z Grójca, ponieważ nauczyciele dziadka poszli na wojnę i nie wrócili. Języka polskiego i matematyki uczyła pan Świątkowski, przybył do naszego miasta wraz z żoną i córka Teresą. Języka niemieckiego uczyła mojego pradziadka pani Buczewska (jednocześnie była to jego wychowawczyni).

 

Wspomnienia spisał prawnuk – uczeń naszej szkoły – Kasjan Chochlewicz.

 

 

                                                                                                     Wspomnienia p. Krystyny Młynarskiej

 

1 września 1958 rozpoczęłam naukę w 1 klasie PSP nr 2, wtedy noszącej nazwę Państwowej Szkoły Ćwiczeń przy Państwowym Liceum Pedagogicznym 

w Mogielnicy. Moją wychowawczynią w klasie 1 była p. Zofia Seremak. Była dość słabego zdrowia, w związku z czym tylko rok zajmowała się nami jako wychowawca. Pamiętam, że często na zastępstwo za panią Zofię Seremak przychodził jej mąż matematyk – pan Józef Seremak. Dla wszystkich było ogromnym zdziwieniem gdy nauczyciel postawił „jedynkę”. Przypomnijmy, że w tamtych czasach najniższą oceną była „dwójka”, zatem można powiedzieć, że pan Seremak „wyprzedził swoją epokę”. W klasie 2 moją wychowawczynią została p. Wolszakiewicz Antonina, a potem żona pana Józefa Sekulara – pani Sekular. Z sympatią również wspominam kolejnego wychowawcę pana Czesława Nojszewskiego – polonistę. Pamiętam jakie słowa wypowiedział 

p. Czesław Nojszewski na pierwszej lekcji:

 

Jestem bardzo dobry dla dobrego,
A bardzo zły dla złego”.

 

Był bardzo dobrym polonistą. Do tej pory recytuje z pamięci 2 wiersze: Jeden wiatr w polu wiał” (Staff) i „Na szczytach Tatr” z rymami męskimi.

 

Do szkoły chodziłam pieszo, czasem ktoś podwiózł mnie wozem konnym, bądź zimą saniami. Był wyż demograficzny, w związku z czym klasy były liczne. Moja klasa liczyła około 40 osób. W każdej sali lekcyjnej był piec kaflowy, który zapewniał ciepło. Prócz pieca kaflowego każda klasa była wyposażona 

w tzw. kącik czystości. Wspomniany kącik, stanowiło wiadro na zlewki, wiadro z czystą wodą, aby umyć ręce, czy też chociażby gąbkę do tablicy. Pamiętam również nasze tornistry, które były wykonane z tektury. Zimą zjeżdżaliśmy na nich z górki jak na sankach.

 

Każdy uczeń miał oddzielny zeszyt do kaligrafii (kreślenia literek). Wspominam również elementarz autorstwa Mariana Falskiego. Kształt niektórych wielkich liter był inny niż obecnie (konkretnie: a, m, n ,s ,w). Wielkie odpowiedniki tych liter były powiększonymi małymi. Np. imię Alicja zaczynało 

się jakby od małej litery pisanej a tylko „wysokiej”.

 

Ławki były drewniane. Na środku ławki był otwór, w którym był kałamarz a w nim czarny atrament. W domu pisało się niebieskim. Ławki były połączone 

z siedziskiem. Na pieczątce szkoły z moich czasów widniało: Państwowa Szkoła Ćwiczeń przy Państwowym Liceum Pedagogicznym.

 

Pamiętam jak na lekcje do szkoły podstawowej, (mieściła się na parterze tzw. ćwiczeniówka) przychodziły z I pietra z liceum pedagogicznego „panienki 

z góry”. Uczennice te obserwowały w jaki sposób nauczyciele prowadzą lekcje, sporządzały notatki, zapisywały swoje spostrzeżenia. Sporadycznie prowadziły również nasze lekcje, gdy nauczyciel wiodący przedmiot był nieobecny.

 

Woźnym był pan Kostrzewa, mieszkał w suterenie naszej szkoły. Do dziś pamiętam donośny dźwięk dzwonka, oczywiście wtedy ręcznego. Chodził 

po korytarzach, w taki sposób informując o początku, bądź końcu lekcji.

 

Piękne wspomnienia posiadam również z zabaw karnawałowych. Wykonywaliśmy samodzielnie wianki na głowę z tektury i ozdabiałyśmy je bibułą. Chcąc zapewnić im efekt błyszczenia, lśnienia tłukłyśmy bombki i tym święcącym, magicznym dla nas pyłem, zdobiłyśmy nasze wianki. Nie było mowy o zakupie nowych, gotowych wianków. Nie było takich rzeczy w sklepach, a i finanse nie pozwoliłyby na takie zakupy.

 

Kierownikiem szkoły (obecnie stanowisko to nazywane jest Dyrektorem) był matematyk – Józef Lewandowski. Kierownik umiał mnożyć w pamięci liczby dwucyfrowe przez dwucyfrowe. Był poważany i budził ogólny respekt. Czasami stawiał do kąta i mówił „patrz w jeden punkt”. Miał świetną pamięć – 

nie zapisywał ocen do swojego notatnika tylko pamiętał je. Kiedy zapytał koleżankę z klasy o jej ocenę ze sprawdzianu, dziewczyna odpowiedziała, 

że dostała czwórkę. Kierownik ze wzburzeniem odpowiedział: „a minus to gdzie?” Kierownik jednak wszystko dokładnie pamiętał. W czasie wakacji kierownik Lewandowski zlecił mi i jeszcze jednej koleżance zebranie czarnej porzeczki z przyszkolnego ogródka,a następnie zawiezienie jej do punktu skupu. Poczułam się wyróżniona, było to dla mnie dowodem zaufania jakim obdarzył mnie kierownik Józef Lewandowski.

 

Z ogromną sympatią wspominam nauczycielkę panią Alicję Langkamer – bardzo ciekawie prowadziła zajęcia. Na jej zajęciach w-f, zimą, chodziliśmy 

na Belweder i zjeżdżaliśmy na sankach z górki. Pamiętam również p. Józefa Sekulara – nauczyciela fizyki – i muzyki (grał na skrzypcach). Czasem zanucę sobie nauczoną przez p. Sekulara piosenkę:


„Wyszły w pole kurki trzy
i gęsiego sobie szły.
Pierwsza z przodu, w środku druga,
a ta trzecia oczkiem mruga.
I tak sobie kurki trzy, raz dwa, raz dwa, w pole szły”.

 

I tak „śpiewająco” zakończyłam swoje wspomnienia. Chcę podkreślić, że Szkołę Podstawową mile wspominam, lubiłam do niej chodzić i do dziś noszę 

w sercu nauczycieli, którzy mnie uczyli.

 

Obecnie już czwarte pokolenie mojej rodziny uczy się w Publicznej Szkole Podstawowej nr 2 w Mogielnicy. W 1934 roku moja mama Władysława Witek rozpoczęła naukę w PSP nr 2, w 1958 roku naukę rozpoczęłam ja, w 1994 roku Marta Omen córka mojego brata – Tadeusza Witek, a w 2020 roku jej córki – Zosia i Ola Omen.

 

 

                                                                                                 Wspomnienia p. Mariana Latoszka

 

Urodziłem się 29 kwietnia 1939 roku. Jestem byłym uczniem PSP nr 2 w Mogielnicy. Moje wspomnienia sięgają lat 50 XX wieku. W trakcie komunizmu, codziennie przed lekcjami organizowany był apel. Zaczynał się o 7:45. Codziennie podczas apelu jeden siódmoklasista czytał najnowsze wiadomości.
Po przeczytaniu wiadomości każdy stał na baczność i śpiewane były piosenki patriotyczne. Gdy uczniowie wchodzili do klasy odmawiana była modlitwa (do pewnego czasu).

 

Ciekawostki:

Gdy umarł Józef Stalin cała szkoła podczas apelu stała na baczność przez 5 minut i musiała być całkowita cisza. Po chwili odśpiewany był hymn Polski.

W trakcie wiosny uczniowie mieli dwie godziny tygodniowo, podczas których, sadzili drzewa w lesie obok szkoły.

 

Wspomnienia spisał prawnuk – Adrian Latoszek, uczeń naszej szkoły.

 

                                                

                                                                                         Wspomnienia p. Ryszarda Witka

 

Naukę w Szkole Ćwiczeń w Mogielnicy podjąłem w 1957 roku. W związku z wybudowaniem w niedalekim Sielcu nowej szkoły trwał nabór uczniów, także z mojej wsi – Odcinki Dylewskie.

 

Interwencja mojego Ojca u Kierownika Szkoły Józefa Lewandowskiego sprawiły, że rozpocząłem swoja edukację w Mogielnicy. Ojciec osobiście furmanką przewiózł Kierownika do Sielca i przekonał go o słuszności takiej decyzji. Opinią naszego środowiska prestiż Szkoły Ćwiczeń w Mogielnicy 

był zdecydowanie wyższy niż „jakiejś” wiejskiej szkoły w Sielcu. 

 

W swoich wspomnieniach skupię się głównie na wychowaniu fizycznym. Szkoła nie posiadała sali gimnastycznej. Mimo to, zajęcia wychowania fizycznego dostarczały nam wiele radości i były bardzo różnorodne – organizowane były głównie na świeżym powietrzu.

 

Na przyszkolnym dużym placu były boiska do siatkówki i piłki ręcznej, bieżnia, skocznie do skoku wzwyż i w dal oraz rzutnia do pchnięcia kulą. Tam 

w okresie dobrej pogody odbywały się lekcje W-F. Dzięki staraniom Państwa Alicji i Wacława Langkamerów na boisku organizowane były bardzo często zawody lekkoatletyczne rangi powiatowej i wojewódzkiej. Skupiały one zawsze liczną widownię.

 

W okresie zimowym (a zimy były długie i mroźne) zjeżdżaliśmy na sankach w pobliskim Belwederze (obecnie jest tam osiedle mieszkaniowe i leśny amfiteatr) oraz jeździliśmy na łyżwach na pobliskich stawach przy Mogielance.

 

Wielką atrakcję sprawiali nam strażacy OSP w Mogielnicy, którzy często przy naszej pomocy „budowali” przed szkołą lodowisko ciągnęli wężami strażackimi wodę z rzeki. To sprawiało, że z łyżwami nie rozstawaliśmy się nawet podczas lekcji i nie zdejmowaliśmy ich z butów, aby podczas nawet krótkiej przerwy móc szybko wybiec na ślizgawkę. Było to zachowanie naganne i surowo tępione przez nauczycieli zwłaszcza gdy zostało ujawnione podczas konieczności podejścia „delikwenta” na łyżwach do tablicy. Wszak przecież niszczyliśmy wtedy drewnianą, deskową podłogę. Należy przy 

tym wiedzieć, że wtedy nie istniał obowiązek zmiany obuwia.

 

Zawsze byliśmy aktywni fizycznie. Podczas przerw wybiegaliśmy by gonić się „w jastrzębia” lub jesienią w „wojnę na liście” obficie spadające z pobliskich klonów (obecnie jest tam nowe skrzydło szkoły). Często spoceni, zziajani, brudni i spóźnieni wpadaliśmy na kolejną lekcję by zebrać burę od nauczycieli.

Nasza aktywność fizyczna przeniosła się również na czas pozalekcyjny. Na zamarzniętej Mogielance jeździliśmy na łyżwach aż tam gdzieś pod Główczyn. Wiosną natomiast organizowaliśmy spływy na krach w okolicach „mostku”. Odcinaliśmy kawałki kry lodowej, by móc spłynąć na nich choć kilkanaście metrów. Kończyło się to przy moście drogowym z obowiązkową „kąpielą”. Nigdy wtedy nie zdarzało się wrócić na „sucho” do domu.

 

W okresie zimy na łyżwach pokonywałem swoją ponad 3-kilometrową drogę do szkoły. Ubity przez głównie furmanki śnieg umożliwiał jazdę na łyżwach (nie stosowano wtedy posypywania piaskiem oblodzonej drogi).

 

Dodatkowo też, do szkoły ciągnęliśmy sanki, by móc je doczepić do furmanek jadących na targ w Mogielnicy. Był to też swoisty kulig, organizowany 

nie zawsze za zgodą furmana. Za „nielegalne” podczepienie sanek można było nieraz oberwać batem.

 

W okresie zimowym organizowane były też ślizgawki „na butach” lub „na teczce”. Były to zjazdy w miejscu obecnej stacji benzynowej. Plac ten, obecnie zabudowany, był też miejscem postoju taborów cygańskich. Była to wielka atrakcja dla dzieci. Przez wiele godzin, zamiast wracać do domu, przypatrywaliśmy się codziennemu życiu koczujących Cyganów.

Scroll to Top
Skip to content